Jan Kucz

jkk

O NAUCZANIU NA AKADEMII, SZTUCE, ODPOWIEDZIALNOŚCI A TAKŻE O SOBIE — MÓWI PROFESOR JAN KUCZ

O nauczaniu na Akademii
Pierwszym warunkiem rozmowy o sensie istnienia akademii a następnie o jej wartości jest zgromadzenie osobowości artystycznych. Później dopiero można rozmawiać o warunkach. Zawsze jest podobna proporcja zdolnych, przeciętnych i słabych. Studiować należy u dobrych artystów, później – u dobrych pedagogów, bo to wcale nie musi być równoznaczne. Ja wybieram to pierwsze – u dobrych artystów.

Bycie artystą oraz zdolności pedagogiczne nie oznaczają umiejętności mówienia o rzeźbie, ale umiejętność mówienia i myślenia w sposób kompleksowy. Student słucha profesora dzień po dniu. Żeby nie zniechęcić młodego człowieka, trzeba mieć coś do powiedzenia.

Dlaczego uczyć powinien dobry artysta? Bo uczy poprzez to jakim emanuje doświadczeniem. Jego możliwości, przeżycia, wrażliwość oraz ludzka osobowość oddziałujące i przepuszczone przez osobowość ucznia dają szansę, że wejdą w następcę, staną się, jeżeli nie obsesją, to pewnym programem, który student będzie chłonąć wszystkimi zmysłami. Będzie to przeżywać.

Wszelkiego rodzaju konstruowanie sztywnych zasad w akademii jest niebezpieczne i właściwie niepotrzebne. Dlatego tak ważne jest, kto konstruuje te zasady. A więc artysta bardzo dobry! Sztuka to musi być miłość, to musi być ,,bardzo chcę”. Trzeba się kochać w sztuce. Wyczuwasz, kiedy zrobiłeś coś dobrego. Wtedy trzeba się cieszyć. Trzeba być na wartości przygotowanym. Trzeba trwać w potrzebie nieustającego doświadczania, w ciekawości poznawania. Artysta to wytrwałość, to charakter, to potrzeba poznawania siebie – swoich możliwości ludzkich cech poprzez sztukę.

Kształtowanie studentów
Sztuka jest światem subiektywnych racji. Celem studiów z modela jest na podstawie kontaktu i wnikliwych obserwacji oraz analiz zbudowanie własnej subiektywnej wizji nowej artystycznej rzeczywistości. Trzeba ustalić, że jest konieczny etap początkowy w rozwoju artysty, w jego drodze, w którym osiąga poczucie „ja tam byłem, ja tego dotknąłem, ja z tym rozmawiałem”. To jest ciekawa, zasadnicza kwestia. Chodzi o stosunek współczesności do przeszłości. Ważne jest, żeby zagłębić się w przeszłość, ponieważ to jest nie do zastąpienia. Są programy, które zakładają, że sztuki uczy się od dzisiaj – ,,forma i myślenie jest od dzisiaj”. Efektem tego jest cywilizacja billboardowa, nastawiona na pokaz, na teraz. Jutro będzie coś innego – następny projekt. To przesadne nastawienie na nowość robi z wartości karykaturę. Potrzeba więcej rozwagi, więcej spokoju. Trzeba zgłębiać wiedzę, iż sztuka jest odbiciem ludzkich potrzeb, ich stanu ducha oraz umysłu. Rezygnacja z potrzeby bliższego kontaktu z wartościami sztuki dawnej oraz umiejętności uczynienia z niej budulca świadomości współczesnego artysty jest niestety wyjaławianiem współczesnej sztuki.

jan-kucz-biac582y-fotel-1972-fot-archiwum-prywatne-jana-kucza.jpg

Jan Kucz, „Biały fotel, 1972, fot. archiwum prywatne Jana Kucza

Studium aktu
Studium aktu jest elementarnym instrumentem poznawania dróg łączących świat obiektywny ze światem subiektywnym. Wiem, że jest szaleństwem coś takiego oficjalnie głosić obecnie. Jest wielu artystów, którzy w żadnej mierze tego nie uznają i istnieją. Ale co oni zrobili? Co jest takiego, co chciałbym mieć? Z czym chciałbym być?

Gdy pracujemy nad studiowaniem modela na akademii, stawiamy go tak, jak go Pan Bóg stworzył. I pracujemy nie po to, żeby wykazać sprawność: oko-rączka, oko-rączka… A tak się na ogół pojmuje studium plastyczne. Otóż, jeżeli ktoś tak myśli, to takie działanie rzeczywiście jest wypalone, ale takie podejście kompletnie deformuje istotę rzeczy. Ucząc brałem studentkę za rękę i zapraszałem do modela. W pewnym momencie, gdy już trochę „poznała” modela, namawiałem, żeby zamknęła oczy i poszukała go w myślach, we wrażeniach, weszła w świat tego człowieka… Żeby pojęła, że to co widzi, jest konsekwencją całej złożoności w środku. A więc nie tylko szukam kości, nie tylko mięśni – te rzeczy w pierwszej kolejności. Ale dalej jest cała historia tego człowieka: psychiczna, emocjonalna… To przecież tam jest, choć tego nie widać. Jest jeszcze kontekst przestrzeni oraz inne czynniki tej sytuacji. Człowiek jest konstrukcją bardzo złożoną, imitującą, ściągającą. Każdy człowiek ma jakiś program w sobie, który emituje, nadaje spojrzeniem, gestem. Patrząc na modela, trzeba umieć czytać, a żeby umieć czytać, trzeba mieć w sobie pewne możliwości w tym zakresie. Myślę, że kto nie czyta poezji, nie rozmawia o niej, ma braki. Nie po to, żeby się chwalić wierszem, ale żeby umieć z niego korzystać. Uczynić z tego faktu zdolność kontaktowania się czy też zamieniania rzeczywistości obiektywnej na język sztuki. Na swój język!

Musimy przyjąć zasadę czynienia siebie zdolnym na poziomie intelektualno-psychiczno-ludzkim do otwierania się na kontakt z życiem, z całym światem zewnętrznym. Później dopiero ważne jest zauważanie, czytanie, interpretowanie tego, co jest dookoła. Wreszcie rodzenie się jakieś koncepcji własnej.

To było”
Kiedy uczęszczałem na Akademię, historię sztuki wykładało tylko dwóch profesorów. Jeden, który mnie uczył, to był profesor Porębski z Krakowa. Czekaliśmy na jego wykłady, na spotkanie z nim – a on rozmawiał z obrazem, a nie z nami. Wystarczyły duże slajdy. Nigdy i nigdzie nie dowiedziałem się tyle o sztuce, jak na jego wykładach. Jak on pięknie mówił! Jakie istotne sprawy w wiedzy o budowaniu dzieła, kultury tego dzieła!

Uczono mnie, że historia, świat to jest nakładanie się jednego na drugie. Jedno wyrasta z drugiego, jedno niszczy drugie, żeby z tego niszczenia powstawała nowa jakość. Dążyć należałoby do tego, żeby wszystko było układane nie w pionie, lecz horyzontalnie. Żeby wartości się zestawiały. Powstaje całość historyczna, która nawzajem się stwarza, koryguje, zestawia, dyskutuje i wszystko jest do wyboru. Teraz jest ona schowana w muzeach – istnieje z szyldem „to było”. Jestem mocno za tym, żeby sztuka dawna żyła na tej samej płaszczyźnie, brała nieustannie udział w bieżących formułowaniach ludzkiej kultury. Jeśli zajmujesz się tylko tym, co jest dzisiaj, jest to nieuświadomione ubóstwo. Póki co, zbyt obecna jest arogancja, pochopność stwierdzeń, które zduszają tę wartość przeszłości. Nasz kontakt z przeszłością staje się płytki.

Zakochaj się w czymś, odkryj. Świat jest za piękny, za dużo rzeczy się wydarza, żeby nie skorzystać i nie obserwować go całościowo. I wreszcie z szacunku do siebie. Każdy musi to indywidualnie przepracować, bo jest z dnia na dzień coraz bardziej zdolny do tego, żeby to samodzielnie uczynić. Pobądź tam. Nie śpiesz się, nie bój się. Inni gonią za rzeczami, które pozostaną dla nich tylko powierzchownie znane, ale gdy będziesz więcej wiedzieć i czuć, wówczas zatrzymasz się i popatrzysz jeszcze na to. Dzięki temu będziesz mógł wybrać taką drogę, że to tamci zostaną z tyłu.

Jan Kucz, Szyjący, 1996, fot.archiwum prywatne Jana Kucza

Jan Kucz, „Szyjący, 1996, fot.archiwum prywatne Jana Kucza

Wspomnienia z pracowni
Studenci, którzy zapisywali się do mojej pracowni byli zdziwieni rodzajem pytań, które im zadawałem. Jedno z nich brzmiało: czy pan/ pani wierzy w Boga? Dla wielu było to trudne pytanie – odpowiadali, że to intymna sprawa. Nie. To nie intymność, to światopogląd, to system wartości.

Dawno temu w mojej ostatniej pracowni na Wybrzeżu Kościuszkowskim stwierdziłem, że studenci kochają poezję. Pamiętam taką piękną sytuację: mieliśmy w pracowni fragment podłogi – dechy wychodzone, wybłocone, myte sto milionów razy. Miały szczeliny dwu- trzy centymetrowe. Trwa wystawa, chodzimy po tej podłodze i w pewnym momencie widzimy jakiś sygnał na niej. Ludzie, którzy są w tamtym miejscu, patrzą, a tam, w tych szczelinach niebo – płyną chmury, czasami przeleci ptak. Nie w jednej szczelinie, ale w wielu, a wokół wszędzie trwa wystawa…i znajdujesz coś takiego. To było fantastyczne uczucie. Coś się dzieje wówczas z pionem człowieka.

Innym razem zrobiliśmy pewne ćwiczenie – zbudowaliśmy duży stół, na górze były płyty pilśniowe, pomalowaliśmy je na działki jednakowej wielkości. Z jednej strony było ich sześć i z drugiej też sześć. A zadanie brzmiało: przestrzeń indywidualna i przestrzeń wspólna. Masz się określić w swojej wyznaczonej przestrzeni, ale z tą świadomością, że masz sąsiada z lewej i prawej i że uczestniczysz w budowaniu pewnej całości. Powstał z tego jazgot, bałagan i to też była odpowiedź. A później były dyskusje. To były fantastyczne rozmowy! Takie jest życie, taka jest rzeczywistość. To jest ważne doświadczenie. Inaczej jest o tym wiedzieć. A jednocześnie byliśmy pracownią, w której clue programu była figura ludzka – studium aktu i to stanowiło pewną całość. Przy akcie rozmawialiśmy o złożonych zagadnieniach. Zadanie to przejęła sąsiednia pracownia, kontynuując czy też rozwijając je.

Poezja
Na akademii powinna być atmosfera sztuki – powinno się mówić o muzyce, o poezji, powinno się żyć tymi sprawami. Niestety dziś często się o tym zapomina i to jest wielka strata dla działań. Ważne jest, żeby mieć w sobie tę potrzebę, jeszcze zanim spostrzeżesz, że przecież już tam jesteś: w tej poezji. Nie piszesz, ale to nie znaczy, że nie jesteś poetą. Poezja, muzyka, rzeźba – to wszystko jest to samo! Różnimy się tylko materią. I to jest cudowne. Trzeba jak najmocniej w to wchodzić, trzeba mieć swoich idoli. My rzeźbiarze jesteśmy wiecznie niedoczytani, wiecznie niedosłuchani. Rzeźbiąc można słuchać, ale nie o takie słuchanie chodzi. To jest słuchanie na drugim planie – muzyka, która serwuje klimaty potrzebne do pracy twórczej. To zdecydowanie za mało.

Wycieczki w głąb
Uwielbiam muzykę. W swoim życiu poznałem znakomitych ludzi. Przy moim stole rozmawiałem ze wspaniałymi muzykami, którzy pozowali mi do portretów. Wojciech Kilar, Mikołaj Górecki… To dla mnie jako artysty była fantastyczna szkoła. Prawdziwym artystą się jest, jeżeli czujesz w sobie autentycznie, że ciągle się uczysz. Sam już trochę słabnę w tych ambicjach, ale wciąż jestem studentem. Śmieją się ze mnie, ale ja mówię: tylko mnie nie wprowadzajcie z tego! Ja nie chcę iść do tak zwanego dorosłego świata. Trzeba się zastanowić, co to znaczy „dziecko”… To jest komplement, jeśli dotyczy starzejącego się człowieka. Trzeba mieć potrzebę poznawania, doskonalenia, zgłębiania. Taki człowiek powinien być wiecznie podmęczony, nie dlatego, że go coś gnębi, ale że gdzieś się wybrał i trwa w nim ta wycieczka. Często odkrywam na nowo rzeczy, które jak myślałem raz na zawsze i dawno temu zostawiłem poznane, ustalone. Dla mnie to jest jakaś obsesja wchodzenia w głąb tego, o czym myślałem, że już dawno poznałem. Teraz poznaję na nowo, na innych poziomach.

Jan Kucz, Biało-czerwone, 2012, fot. archiwum prywatne Jana Kucza

Jan Kucz, „Biało-czerwone, 2012, fot. archiwum prywatne Jana Kucza

Rzemiosło, czyli opanowanie warsztatu
W kwestii rzemiosła jestem niekonsekwentny, jestem awangardowy. Nie lubię słowa rzemiosło w sztuce. Rzemiosło to jest decyzja. Rzemiosło – czyli „robię”. Wszelka sprawność jest na usługach sztuki i talentu i trzeba ją w sobie kształtować od początku. Jeśli mówimy, że ktoś umie kuć w kamieniu, ktoś inny umie pracować w ceramice czy drewnie, to nic nie znaczy poza tym, że potrafi wykonywać prace w danym materiale. Wybór właściwego materiału dla realizacji rzeźby to decyzja artystyczna, nie techniczna!

W rzeźbie materiał musi być trafiony i to też podlega ocenie – błąd lub zaleta rzeźby. Ale przecież decydujące jest to, co zostało wykute. Wolę słabo technicznie, ale ekspresyjnie uformowaną rzeźbę oraz we właściwym dla tej rzeźby materiale – więcej mam satysfakcji, gdy patrzę na takie dzieło.
Nie należy przypisywać rzemiosłu czołowej roli. Chyba, że powiemy, że to jest nieustające trwanie w kształtowaniu umiejętności. Za chwilę jednak może przyjść do ciebie koncepcja, której tym rzemiosłem nie wypełnisz – nie te narzędzia. Musisz w ramach danej koncepcji określić, jak i z czego wykonać pracę. Czy materiał i sposób rzeźbienia, który do tej pory umiesz, czy on to uniesie? Jak już wspomniałem, musisz być studentem do końca życia. Musisz, jeżeli masz talent, jesteś mądry i uparty. Wówczas czujesz – „ja to muszę znaleźć”. To jest życie. Znajdziesz lepiej lub gorzej, to w pracy widać. Wolę prace, które są naznaczone resztkami męki, walki, aniżeli luzu – mam więcej zaufania do wysiłku, do osobistego zmagania, do tej troski o to, co chciałem powiedzieć, a mniej do tego, co faktycznie wyszło.

Problem rzemiosła istnieje, ale nie jest sprawą, którą można zamknąć. Bo za chwilę, gdy twoje życie potoczy się inaczej, będzie ono już tobie niepotrzebne. Musisz wymyślić rzemiosło dla twojej sztuki. Rzemiosło jest faktem w sztuce – ważnym, ale nie tak stałym, żeby ustanawiać go jako warunek. Że jesteś już zidentyfikowany, poznajemy cię po formie – ja bym się niepokoił. Nie wolno się dać przypisać. To ma być twórczość. Musisz być otwartą osobą, nie chcącą nawet wiedzieć, jak to jutro będzie.

Patrz na słońce, a nie na palec, który je wskazuje – to jest przenośnia. Za bardzo patrzymy w dzisiejszych czasach na palec, który wskazuje słońce.

Rzeźba czy projekt
Już nie używamy słowa sztuka, mówimy „obiekt”, „projekt”… Brońcie się przed tym, bo to jest bezmyślne. Moim zdaniem wartość tkwi w tym, żeby nowe dodawać, ale nie niszczyć, nie przekreślać tego co jest i było. Dlaczego teraz nie mówimy „rzeźba”? Lubimy sobie ułatwiać pewne rzeczy, coraz mniej zagłębiamy się w zagadnienia i mniej analizujemy. W słowie „projekt” jest wielkie asekuranctwo. Rzeźba była przez tyle wieków. Była rzeźba-arcydzieło, bardzo dobra, niezła, rzemieślnicza, słaba, beznadziejna i … A teraz jest „projekt”… Projekt – czyli wszystko się jeszcze może wydarzyć? Tak ma być, że może się jeszcze wydarzyć? Zawsze było tak, że rzeźba zwiastowała, czy może się jeszcze coś PO NIEJ wydarzyć.

jan-kucz-leniwiec-1974-fot-archiwum-prywatne-jana-kucza.jpg

Jan Kucz, „Leniwiec, 1974, fot. archiwum prywatne Jana Kucza

Odpowiedzialność
W sztuce potrzebna jest mądrość. Trzeba się odważyć, zaryzykować, ale z jakimś napięciem, rozwagą, z wyraźnym celem – sensownym oraz humanistycznie zmierzonym. Współcześnie eksponuje się prace brzydkie, destrukcyjne, obsceniczne. Odpowiedzią na krytykę z mojej strony byłoby stwierdzenie: to jest tylko prowokacja, przecież nikt nie mówi, że to jest dobre, że to jest rzeźba. Stawiam jednak pytanie – co to da w rezultacie człowiekowi, który to przeżyje? Z czym on odejdzie? Nie rozumiem tego i nie mogę znaleźć w sobie żadnego uzasadnienia.

Sztuka i artysta nie oznaczają pełnej wolności. Jako artyści mamy w pewien sposób poszerzone marginesy dla naszych działań – tytułem prób, wchodzenia (nam przysługuje to prawo) w nieuczęszczane obszary ryzykowania i nie raz może spaść na nas krytyka. Sztuka jest działalnością wyższego rzędu. Oceniam negatywnie działanie, którego celem jest prowokowanie skandaliczności sytuacji w celu zaistnienia. Aktywność artysty, jak każda inna aktywność ludzka, musi być rozpatrywana w kategoriach odpowiedzialności za jutro. Ważna jest etyka – musisz przewidzieć, czym będzie twoja sztuka dla drugiego człowieka. Dziś często napotykam działania destruktywne, rzeczy niszczycielskie – człowiek jest zagrożony. Wiem, że nie jest najlepszy czas na wartości, ale spróbujmy uwierzyć w taki porządek rzeczy – po prostu spróbujmy. Zachowajmy koniecznie własne oblicze, bądźmy odważni w swoich postawach i odpowiedzialni. Zachowajmy troskę, by dzieło posiadało w swojej strukturze myślowej metafizyczną godność sztuki.

Materiał opracowała Olga Cygan, Warszawa, 28 października 2016

JAN KUCZ


Urodził się 10 czerwca 1936 r. w Zarzeczu w powiecie cieszyńskim. W 1955 roku ukończył Liceum Technik Plastycznych w Bielsku-Białej, a w 1961 studia na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w pracowni Franciszka Strynkiewicza. Od 1960 do 2006 roku pracował jako pedagog na macierzystej uczelni. W latach 1984-86 pełnił funkcję prorektora na warszawskiej ASP, w 1989 roku uzyskał nominację profesorską, Był członkiem ZG ZPAP (1986-90), Rady Artystycznej Szkolnictwa Wyższego MkiS (1986-89), Komisji Artystycznej Archidiecezji w Warszawie (1985-90), Rady Artystycznej CRP w Orońsku (1992-2002). Od 2003 roku zasiada w Centralnej Komisji ds. Tytułów Naukowych i Profesorskich. Został uhonorowany najważniejszymi odznaczeniami i nagrodami – otrzymał Złoty Krzyż Zasługi (1993), Nagrodę Ministra Kultury i Sztuki za pracę artystyczną i pedagogiczną (1992), Nagrodę Brata Alberta za pomnik Kardynała Stefana Wyszyńskiego i Papieża Jana Pawła II w Kaliszu (2001), Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (2004), Złoty Wawrzyn Olimpijski (2010) oraz złoty medal „Gloria Artis (2011). Jako członek Grupy „Rekonesans” (1964-92) brał udział w zbiorowych wystawach zagranicznych – w Wystawie Rzeźby Polskiej w Hadze (1967), Madrycie oraz Lizbonie (1978) oraz Paryżu (1979). W 1982 roku reprezentował Polskę na XL Biennale Sztuki w Wenecji. W Polsce swoje prace prezentował na wystawach indywidualnych – w Galerii Krzywe Koło (1969) oraz w Galerii Kordegarda w Warszawie (1979, 1999), w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku (1985, 2001), w Galerii „Arsenał” w Białymstoku (2002), w BWA w Bielsku-Białej (2003), w Galerii Prezydenckiej w Warszawie (2004) oraz w Instytucie Sztuki w Cieszynie (2004). Ma w swoim dorobku liczne realizacje pomnikowe, między innymi: pomnik Ludwika Zamenhofa w Białymstoku, Cyryla Ratajskiego w Poznaniu, Jana Kochanowskiego w Radomiu, kardynała Stefana Wyszyńskiego w Częstochowie, pomniki Jana Pawła II w Kaliszu i w Bielsku-Białej czy Fryderyka Chopina we Wrocławiu. Spośród prac Jana Kucza wykorzystujących różnorodne techniki i materiały wymienić należy te najbardziej znane: Głowa ze złotym zębem, Błazen, Pocerowane jabłuszkaSzyjącyPragnienie, Dwustronnie nieprzemakalny, Nieprzystosowany, Stół ekologicznyKamienie wiary. Jego prace znajdują się w muzeach: w Krakowie, Poznaniu Łodzi, Bielsku-Białej, Warszawie oraz we Wrocławiu.

ROZWAŻANIA NA TEMAT KONSTYTUOWANIA NOWEJ AKADEMII SZTUK PIĘKNYCH

Pytania stawia profesor Jan Kucz
Akademia Sztuk Pięknych to środowisko, w którym wszelkie zajęcia stwarzać mają klimat, w którym przyszły adept sztuki uczestnicząc w nich rozwija swoją bazę humanistycznego widzenia, rozumienia świata i swojego w nim udziału. Ma czynić go zdolnym do świadomych wyborów oraz krytycznego kontaktu z toczącą się masą projekcji i mód kulturowych.
Świat sztuki jest światem racji względnych. Nadszedł czas, w którym ta stara racja sięgnęła poziomu tolerującego każdy ruch zrodzony z chęci bycia artystą, niezależnie od posiadania podstawowego warunku, jakim jest talent.
Świat nie należałby do najgorszych, gdyby zamiast prowadzić wojny ludzie postanowiliby zostać artystami. Jednak przeraża mnie w tym jedno: powszechny i całkowity upadek wartości. Sądzę, że gdyby jednak zaczęto szukać tych wartości, okazałoby się, że one gdzieś są, tylko zniknęły z pola widzenia w masie powszechnej przeciętności. A kto tych wartości będzie szukał? Kto je zauważy i kto je będzie chronił? Kto i co nazwie wartością, skoro obowiązuje względność racji? Wszelkie wybory, które jednak mają miejsce: stypendia, krytyka, nagrody mają wymiar wskazujący, eksponujący…
O nowych programach Akademii decydować winny osobowości artystyczne, które swoim dorobkiem zaświadczają o pogłębionym i odpowiedzialnym rozumieniu problemów… Takie osoby powinny podjąć na nowo dyskusję:

1. Czy sztuka jako wyższa działalność ludzka podlega normom etycznym czy też jest zwolniona z jakichkolwiek norm – jest bezgranicznie wolna w swoich zamiarach? Czy osobistymi powodami artystycznymi tłumaczyć można wszelkie brutalności i ogólną schizofreniczność?

2. Do jakiego stopnia artysta w swoim totalnym egoizmie ma prawo (metodą kalkulacji wynikającej z niewiedzy) kaleczyć, dewastować wartości, które przez całe wieki określały człowieka? Czy słusznie przypisuje sobie z tego tytułu zasługi wynikające z jego odwagi, z jego myśli prowokacyjnej?

3. Co oznacza w sztuce ODWAGA? Czy uprawniony jest tutaj bilans strat i zysków (widzianych doraźnie a także w dalszej perspektywie czasowej)?

4. Czy wszelka arogancja w stosunku do przeszłości to postawa wynikająca z uświadomionej niewiedzy? Czy też z innych powodów – zatem jakich? Czy wobec obecnej sytuacji można liczyć na wartości znaczące dla kultury i cywilizacji?

5. Czy w warunkach, jakie istnieją obecnie, przyszły artysta będzie nosił w sobie poczucie odpowiedzialności za trwanie w ciągu historycznym kultury?

 

SIĘGNIJ DO PUBLIKACJI

Jan Kucz z cyklu Akademia prezentuje, Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie 2008; fragmenty:
„Praca woła o pracę. Każda praca jest obietnicą, fragmentem tego, co chciałoby się zrobić. Nawet jeżeli wynik pracy jest w dużym stopniu niespełnieniem, to nigdy nie dochodzi do obezwładnienia moich ambicji i nadziei.”

„Proces powstawania dzieła sztuki to stan permanentnego przebywania na granicy dwu skrajności, z jednej strony intuicji, podświadomości, z drugiej analiz i dedukcji intelektualnych. Jest też czuwaniem, by nie oddać priorytetu jednej z tych dwu skrajności. ”

„… ambicje zanotowania naszego czasu (…) są często wyrazami bezradności. Dokąd my zawędrowaliśmy? Bezradność dopadła człowieka, a on nie chce się do niej przyznać.”

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s