Krzysztof M.Bednarski

Krzysztof M.Bednarski

Dzieli Profesor życie między Polskę i Włochy. Skąd decyzja o złączeniu swojego losu z Włochami?

Mieszkam na stałe w Rzymie od połowy lat osiemdziesiątych, z powodów przede wszystkim osobistych. Nie należę do fali polskiej emigracji, która w tamtych latach bardzo się nasiliła z powodów ekonomicznych i politycznych. Dla wielu Polaków była to decyzja dramatyczna. W moim przypadku nie był to wybór tak bolesny, choć niełatwy. Wywiozła mnie stąd piękna Włoszka o imieniu Marina, w której byłem zakochany z wzajemnością. Byłem w tej luksusowej sytuacji, że przez te wszystkie lata trudnej transformacji utrzymywałem stały kontakt z Polską. Często tu przyjeżdżałem i wystawiałem, a nawet pracowałem przez rok w tej samej pracowni, w której przed wielu laty studiowałem. Na zaproszenie prof. Grzegorza Kowalskiego zastępowałem go w roku akademickim 1996/1997. Pomijając klimat i atrakcyjność Italii z powodu nagromadzonych przez tysiąclecia zabytków niezwykłej piękności, po prostu dobrze się tam czuję. Nie miałem trudności z integracją, nie miałem też większych problemów, żeby utrzymywać się ze sztuki. Poza tym kocham kuchnię włoską.

Czy poruszając się w wielu zagranicznych kręgach bliskie jest Profesorowi stwierdzenie o byciu obywatelem świata? W jaki sposób międzynarodowe doświadczenia wpłynęły na Pańską tożsamość jako artysty?

Uważam, że im więcej przemieszczamy się po świecie, tym bardziej rozwijamy się duchowo. Konfrontacja z różnymi kulturami poszerza naszą wrażliwość i tolerancyjność wobec Innego, co z kolei pozwala nam jeszcze mocniej określić naszą własną tożsamość. Dalej zwykłem się przedstawiać – mimo iż więcej niż pół dorosłego życia spędziłem we Włoszech i mam podwójne obywatelstwo – jako polski rzeźbiarz.

Krzysztof M.Bednarski Moby Dick, kadłub łodzi nad Wisłą, zima1986/87

Krzysztof M.Bednarski Moby Dick, kadłub łodzi nad Wisłą, zima1986/87

Wśród wielu podróży, jakie Profesor odbył wyróżnia tę do Afryki równikowej, określając ją mianem przełomowej. Dlaczego?

Są takie podróże, które mogą zmienić kompletnie nasze postrzeganie świata i naszą świadomość. Taką podróż odbyłem na progu 33. roku życia, w kwietniu 1986 r. Była to, co istotne, moja pierwsza wyprawa poza Europę.

Poleciałem z Warszawy przez Moskwę-Odessę-Algier (a nie jak było przewidziane Trypolis, w tym samym czasie bombardowany przez amerykańskie samoloty) do Cotonou, a stamtąd do Lomé, stolicy Togo, leżącego bezpośrednio nad Oceanem na Wybrzeżu Niewolniczym nad zatoką Gwinejską. Na przejściu granicznym funkcjonariusze bardziej zainteresowali się moją osobą niż przepychającą się masą tubylców. Pytany o zawód powiedziałem “sculpteur”, co rozbawiło ich do łez, ponieważ, o czym nie wiedziałem, tam wszyscy bez zawodu deklarują, że są rzeźbiarzami, a tu proszę, przyjeżdża do nich biały bezrobotny, z wizą wjazdową na 24 godziny – wyglądało to na dobry dowcip… Zostałem tam kilka miesięcy.

Jest to region bardzo szczególny, związany z kultem voodoo, którego kolorem jest biel. Śmiało mogę powiedzieć, że pod wieloma względami była to dla mnie podróż inicjacyjna. Zmieniła zupełnie moje myślenie o rzeźbie, przestrzeni i czasie, ale nie tylko… Z pewnością gdybym nie udał się w tę podróż, nigdy bym nie spotkał mojego Moby Dicka – białego wieloryba i nie zrobił wielu innych prac.

Która czy też które z prac z Pańskiego dorobku mają obecnie dla Profesora szczególne znaczenie?

Moja twórczość jest bardzo zróżnicowana nie tylko formalnie, materiałowo, ale i tematycznie. Ostatnio najwięcej zrealizowałem prac w aluminium, są to głównie rzeźby należące do dwóch dużych cykli: “Portret Totalny Karola Marksa”, który rozpocząłem jeszcze jako temat pracy dyplomowej w 1978 roku oraz “Moby Dick”, rozpoczęty po wspomnianej podróży nad zatokę Gwinejską w 1986 rok. Cykle te są nadal otwarte. To jest nieustająca rozmowa z samym sobą. To ciągła praca nad językiem rzeźby. Przy czym Marksy są bardzo wrażliwe na zewnętrzny kontekst i stale się aktualizują w zmieniających się ideologicznych i kulturowych uwarunkowaniach. Moby Dick dotyczy sfery utajonej życia, wymiaru metafizycznego.

Pańska praca dyplomowa „Portret totalny Karola Marksa” była nie tylko zwieńczeniem pewnego etapu – na przestrzeni lat okazała się być niezmiennie obecnym motywem w Pańskich działaniach. W jaki sposób ocenia Profesor sam okres studiów? Czy analizując swoją drogę artystyczną, począwszy od momentu studiów, dostrzega Profesor w niej rozwój liniowy, czy może obecne były wątpliwości, a nawet zerwania?

Oczywiście z perspektywy czterdziestu lat pracy twórczej wszystko wygląda inaczej, niż w momencie, gdy doświadczało się czegoś na poszczególnych etapach życia. Nie można przewidzieć, gdzie zawiodą zmagania ze sztuką, które zdeterminowane są często niełatwymi wyborami życiowymi (i vice versa). Przynajmniej kilkakrotnie próbowałem porzucić sztukę, ale jest ona uzależnieniem, na które nie ma lekarstwa. Już mój dyplom wyrażał chęć zerwania z rzeźbą, przynajmniej w takiej postaci, w jakiej wówczas ją praktykowano. Z drugiej strony muszę przyznać, że miałem szczęście studiować w okresie, kiedy Wydział Rzeźby na warszawskiej Akademii był na wyjątkowo wysokim poziomie. Studiowałem u wybitnych twórców, u profesora Jerzego Jarnuszkiewicza, którego asystentem był Grzegorz Kowalski oraz u profesora Oskara Hansena. Pomiędzy tymi pracowniami była ścisła synergia. Jednocześnie od drugiego roku studiów współpracowałem z Teatrem Laboratorium Jerzego Grotowskiego we Wrocławiu.

Do historii już przeszła anegdota, jak zaliczyłem rok przeddyplomowy, za mojego kilkumiesięcznego syna Jakuba, którego przedstawiłem prof. Jarnuszkiewiczowi, jako moją najlepszą rzeźbę. Poza tym był to niezwykły czas fermentu w kulturze polskiej, najlepszy okres rozwoju teatru, kina i literatury, co widać jest cechą towarzyszącą okresom przełomów politycznych. A przede wszystkim łatwiej było dokonywać pewnych wyborów wartości, w świecie który nie był jeszcze nastawionym jedynie na konsumpcję i tzw. sukces.

Dwa lata temu objął Profesor prowadzenie Pracowni Gościnnej na naszym Wydziale, którego jest Pan absolwentem. Jakie założenia towarzyszyły Profesorowi w pracy dydaktyka?

Bez wątpienia czas studiów jest to okres, niezwykle dynamicznego rozwoju i trzeba ten czas wykorzystać maksymalnie. Podstawowa sprawa to uświadomić studentom, że pracują na własny rachunek, a nie na zaliczenie. Ich życie w sztuce zaczyna się już na Akademii i co zrobią w czasie studiów określi ich późniejsze losy w samodzielnej pracy twórczej.

Do Pracowni Gościnnej uczęszczają studenci z II, III i IV roku studiów. Jest to grupa bardzo zróżnicowana, a więc niemożliwym byłoby stawiać wszystkim podobne wymagania. Każdy z nich jest na innym etapie rozwoju, jest odmienną osobowością, ma inne doświadczenia, inną wrażliwość, dlatego stawiam na indywidualną pracę z każdym studentem.
Twórczość opiera się nie tylko na intuicji, pracowitości i znajomości rozmaitych technologii, ale też na zdobywaniu samoświadomości w procesie kreacji. Uważam, że podczas studiów ważniejszy jest sam proces poszukiwania, niż stworzenie konkretnego dzieła. Również dokumentacja i analiza tego procesu, która pozwala uzyskać w jak najkrótszym czasie samoświadomość twórczą, która stanie się podstawą samodzielnych poszukiwań.

Oczywiście studenci stanowią jednocześnie grupę. Jest to sytuacja laboratoryjna. Uczą się wzajemnie od siebie. W miarę możliwości wskazana jest praca kolektywna. Ja pełnię rolę dyskretnego animatora zdarzeń, ale też jestem spowiednikiem i akuszerem. To tak najkrócej. Wszystko jednak sprowadza się do praktyki i zależy od składu osobowościowego danej grupy.

W każdym razie daleki jestem od idei, żeby studentów traktować jako materiał do własnej kreacji, albo kształtować ich na moje podobieństwo. Podstawą współpracy jest otwartość i tolerancja wobec odmienności poszczególnych jednostek. Celem jest przygotowanie młodego twórcy do samodzielnego odnalezienia się w magmie sztuki współczesnej.

Jak ocenia Profesor spędzony na ASP w Warszawie czas w nowej dla Pana roli?

Trzeba pamiętać, że jest to mój wydział macierzysty. Powrót po latach w to samo miejsce daje niezwykłe poczucie ciągłości i sensu. Przede wszystkim nie uważam tego czas za stracony, ponieważ już w tak krótkim okresie mojej tu aktywności zaczynam odczuwać satysfakcję. Nie ma nic bardziej budującego, jak spotyka się zagubionych i zamulonych po pierwszym roku studentów, którzy zdawać by się mogło nie roszczą nadziei, a już po drugim, trzecim roku stają się twórczymi indywidualnościami!

W ostatnim czasie bardzo mocno rysuje się trend coachingu, który tworzy pewną iluzję, że chęci, upór i ciężka praca warunkują sukces. Niestety nazbyt często dochodzą do nas sygnały, że mimo zoptymalizowanych starań rzeczywistość po obronie dyplomu wiąże się z rozczarowaniami. Jakich rad mógłby Profesor udzielić studentom jako od wielu lat obecny w świecie sztuki artysta?

Oczywiście, że podstawowym warunkiem osiągnięcia sukcesu jest upór i ciężka praca oraz… szczęśliwy układ gwiazd. Nie każdy artysta zaistnieje z nazwiska, to jest okrutna prawda. Jest nadprodukcja artystów i wyjątkowo duża konkurencja w tym zawodzie, zresztą nie tylko w tym. Rzeźba to jest przede wszystkim zawód, do którego niestety Akademia nie daje pełnego przygotowania.

W związku z tym, żeby uprawiać ten zawód, trzeba na własną rękę rozwijać swoje predyspozycje i wyspecjalizować się w jakiejś dziedzinie. Ale najważniejsze w tym wszystkim, żeby pamiętać o podstawowym pytaniu, dlaczego zdecydowałem się robić sztukę? Poprzez sztukę można się realizować, uzyskać stan równowagi duchowej. Choć faktem jest, że mało komu udało się całkowicie spełnić… Tego też trzeba być świadomym. Ale jeżeli da się ze sztuki żyć, to już coś. A tak zwany Sukces jest tylko pięknym balonem, łatwo też może pęknąć. Czas jest okrutnym weryfikatorem pozornych wartości.

Jakiego typu działania mogą być podejmowane przez pedagoga-artystę, które przygotowywałyby studentów do starcia z trudami losu absolwenta, czy też ułatwiałyby tak zwany ,,start”?

To bardzo ważne, żeby być aktywnym poza Akademią już podczas studiów. Bardzo istotne jest takie doświadczenie dla studenta. Oczywiście ja mam możliwości ułatwienia takiego startu i już kilku studentom pomogłem zadebiutować w liczących się warszawskich galeriach. Rzecz w tym, żeby było co promować…

Jest wiele strategii, żeby zaistnieć w sztuce. Istotne jest śledzenie tego co się dzieje w życiu artystycznym, chodzenie na wystawy, ale też rozwijanie swoich zainteresowań, niekoniecznie związanych ze sztuką. Ciekawe rzeczy powstają na styku różnych dyscyplin. W każdym razie sugeruję iść pod prąd mód, bo jak pisał poeta, z prądem płyną tylko zanieczyszczenia.

Z dr. Krzysztofem M. Bednarskim, prowadzącym Pracownię Gościnną na Wydziale Rzeźby, rozmawiała Paulina Kotowicz.

 

KRZYSZTOF M. BEDNARSKI


Rzeźbiarz, urodzony w 1953 roku w Krakowie. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (1973-1978, pracownia prof. Jerzego Jarnuszkiewicza i prof. Oskara Hansena). W roku akademickim 1996/97 w zastępstwie prof. Grzegorza Kowalskiego prowadził zajęcia dydaktyczne na macierzystym wydziale, gdzie też od 2014 prowadzi pracownię gościnną. Aktywnie uprawia różne dyscypliny twórcze, niegdyś był blisko związany z teatrem Jerzego Grotowskiego, dla którego w latach 1976–1981 projektował plakaty. Od 1986 roku mieszka w Rzymie; intensywnie obecny również na polskiej scenie artystycznej.

We wczesnych pracach odnosił się do propagandy komunistycznej (Portret totalny Karola Marksa, 1978, własność Muzeum Niepodległości w Warszawie, Portret zbiorowy, 1980, kolekcja Muzeum Narodowym w Warszawie), oraz sytuacji społeczno-politycznej Polski w stanie wojennym (Victoria-Victoria, 1983, kolekcja Muzeum Narodowym w Krakowie). Najbardziej znaną jego realizacją jest instalacja rzeźbiarska Moby Dick, 1987 (obecnie w kolekcji ms2, Muzeum Sztuki w Łodzi) – swoista ikona sztuki rzeźbiarskiej ostatnich dwóch dekad XX wieku w Polsce.

Autor rzeźb nagrobnych m.in.: Konstantego Puzyny, Krzysztofa Kieślowskiego, Ryszarda Cieślaka, oraz pomników Incontro con Federico Fellini (Rimini, 1994), Fryderyka Chopina La note bleue (Wiedeń, 2010), Stefana Kuryłowicza (Warszawa 2013), a także rzeźby Thanatos Polski,1984 (kolekcja MN we Wrocławiu), poświęconej pamięci przyjaciół z Teatru Laboratorium Jerzego Grotowskiego.

Kilkakrotnie wyróżniony stypendium MKiDN, oraz w latach 1988/1989 stypendium Rządu Włoskiego.

Laureat nagrody im. Katarzyny Kobro. Odznaczony Złotym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis, 2011.

Eksponował swoje dzieła na ponad stu wystawach indywidualnych, m.in.: Gravity (Tymoteuszowi Karpowiczowi), Galeria Awangarda, BWA, Wrocław (2016), Pamięci Ryszarda Cieślaka, Instytut J. Grotowskiego, Wrocław (2015), Pieśń z aluminium, Galeria Raster, Warszawa (2014), Widmo krąży, kurator: Achille Bonito Oliva, Narodowa Akademia Sztuk Ukrainy, Kijów (2013); Egzorcyzmy , BWA, Opole (2013); Moby Dick – Opera Aperta, Państwowa Galeria Sztuki, Sopot (2013); Moby Dick – Rzeźba, Galeria aTAK, Warszawa (2012/2013);

I coraz więcej bieli Galeria Foksal w Warszawie (2012); Prace z lat 1978-2008, Muzeum Narodowe we Wrocławiu; Thanatos polacco. Omaggio a Jerzy Grotowski, Museo Laboratorio d’Arte Contemporanea MLAC, Rzym (2009); Ku Górze – hommage à Jerzy Grotowski, Atlas Sztuki, Łódź (2009); Portret Totalny Karola Marksa (1977-2009), Muzeum Górnośląskie, Bytom; Moby Dick – Anima Mundi, Muzeum Narodowe w Szczecinie (2008); The Shadow Line / Brzeg cienia, Galeria Foksal Warszawa (2007), oraz na ponad piećiuset wystawach zbiorowych.

Prace Krzysztofa M. Bednarskiego znajdują się w kolekcjach najważniejszych muzeów polskich, takich jak: Muzeum Narodowe w Krakowie, Poznaniu, Szczecinie, Warszawie, Wrocławiu, Muzeum Sztuki w Łodzi, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie, Zachęta Narodowa Galeria Sztuki w Warszawie, MHŻP POLIN, MOCAK w Krakowie, Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, Mazowieckie Centrum Sztuki Współczesnej Elektrownia w Radomiu, Muzeum Śląskie w Katowicach, Muzeum Niepodległości w Warszawie, Muzeum Górnośląskie w Bytomiu, Muzeum Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie,  Galeria Studio w Warszawie,

Galeria Arsenał w Białymstoku, Muzeum Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy, kolekcje Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Lublinie, Łodzi i Wrocławiu, kolekcja Galerii Foksal, w Warszawie, w Muzeum Plakatu w Wilanowie, PKO Banku Polskiego w Warszawie, oraz w kolekcjach zagranicznych, m.in.: MAAM w Rzymie, Fundacja Giorgio Franchetti w Rzymie, Fundacja Federico Fellini w Rimini, Fundacja Morra w Neapolu, Fundacja Orestiadi w Gibellinie na Sycylii, Fundacja Mario Schifano w Rzymie, Targetti Light Art Collection we Florencji, Międzynarodowa kolekcja sztuki w Certosa di Padulla, Włochy, Fundacja Leube, Salzburg-Gartenau, Muzeum Sztuki w Raumie, Finlandia, Art./Omi Foundation, New Jork, Kathryn & Marc LeBaron, Lincoln, USA.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s