Adam Myjak

A.Myjak

25 kwietnia w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku miał miejsce wernisaż wystawy Pana Profesora, na którym prezentował Pan Profesor wiele nowy dzieł. Proszę powiedzieć, czy przy nagromadzeniu obowiązków wynikających z pełnienia przez Pana Profesora funkcji Rektora Akademii Sztuk Pięknych, w zgiełku dnia codziennego, nie jest dużym wyzwaniem znalezienie sił na pracę twórczą oraz czasu na wyciszenie, autorefleksję, moment zawieszenia?

Niewątpliwie jest to ogromny wysiłek, ale dla mnie, niezależnie od pełnionej funkcji, zawsze liczyła się przede wszystkim rzeźba, sztuka. Wiem, że nie byłbym w stanie być jedynie zimnym urzędnikiem. Uważam, że do pełnienia funkcji rektora naszej uczelni nie wolno podchodzić zupełnie na chłodno, typowo biurokratycznie. Bycie rektorem uczelni artystycznej jest wyzwaniem kreacyjno – artystycznym.

To jest środowisko ludzi niesamowitych, wrażliwych, często nadwrażliwych. Obcowanie z nimi to wielkie doświadczenie, kumulujące we mnie energię i narzucające pewną koncepcję dla mojej pracy.
Mając wiele różnych obowiązków bardziej porządkuję swoje życie, ponieważ wiem, że czas na pracę twórczą jest mi darowany. W natłoku mnóstwa zadań zdecydowanie lepiej go wykorzystuję; gdy mam za dużo wolnego czasu, przecieka on gdzieś między palcami. Zatem paradoksalnie mnogość obowiązków dyscyplinuje mnie.

Czas pracy twórczej jest dla mnie szczególnym momentem. Zazwyczaj wyznaczam sobie na niego kilka dni czwartek po południu, piątek, sobotę i zawsze jest to chwila, którą bardzo szanuję. Gdy mam nieraz kłopoty na uczelni (na tym urzędzie różnie bywa) lub spotykają mnie jakieś inne powiedzmy ,, ludzkie” problemy, czy przykrości, idąc do pracowni, czuję, że jest to rodzaj terapii, chwila wyciszenia. Od razu wszystko, co złe, gdzieś ze mnie uchodzi.

Praca jest dla mnie rodzajem narkotyku. Mówiąc szczerze, czasami miałem postanowienie, że na przykład w niedzielę nie będę pracował odpocznę, poczytam, coś przejrzę, posprzątam w domu, poukładam książki, obejrzę film… Jednak po trzech godzinach już mnie nosiło taką chyba mam naturę. Oczywiście, z biegiem lat przychodzi zmęczenie, czasami przypłacam to przemęczeniem, które i teraz i towarzyszy. Wiem, że gdzieś muszę wyjechać i odpocząć, ponieważ zbyt dużo spraw się nagromadziło. Każdy ma swoje emocje, a to napieranie rzeczywistości, tej zewnętrzności na człowieka jest ogromne. Człowieka spotykają sytuacje, wobec których nie może być obojętnym. Twórczość jest czymś co człowieka wzmacnia.

Sztuka absolutnie jest dla mnie sensem życia, tak, jak dla kogoś innego wiara. Są ludzie, którzy otrzymali łaskę wiary i bezgranicznie, głęboko wierzą w Boga (czego zazdroszczę) i realizują swoje niepokoje w tamtej przestrzeni. Sztuka też jest rodzajem ocierania się o absolut. Zawsze powtarzam, że poprzez sztukę poszukuję Boga, wiary, poszukuję sensu. Po to jesteśmy, po to żyjemy. Poprzez sztukę można pewne rzeczy zarówno przekazywać, jak i ich poszukiwać.

Profesor Adam Myjak ze studentami, wystawa w CRP w Orońsku, 25 kwietnia 2015..

Profesor Adam Myjak ze studentami, wernisaż wystawy w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, 25 kwietnia 2015

Pan Profesor mówi o metafizycznym wymiarze uprawiania sztuki, o poruszaniu się człowieka w sferze duchowości. Czy ma Pan Profesor poczucie doświadczania piękna podczas pracy twórczej? Czym dla Pana Profesora jest piękno?

W ostatnim czasie szczególnie silnie obecny jest głos niektórych słynnych kuratorek, że piękno w sztuce już nie istnieje, że piękno się ,,skończyło”, że to pojęcie jest banalne, trywialne, że piękno w sztuce jest już nieistotne. Piękno zawsze towarzyszyło sztuce i wbrew temu co mówią obecnie nadal jej towarzyszy. Piękno ma różne oblicza. Niewątpliwie piękna jest twarz młodej dziewczyny, która może zafascynować, ale piękna może być również twarz starej kobiety, jej poorane, zmęczone oblicze podobne do jesiennego liścia. I to jest piękne.

Piękno kryje się także w pewnej dramaturgii przeżyć. Piękne mogą być łąka lub niebo, ale piękne może być również cierpienie. Słynny profesor Tołłoczko powiedział, że cierpienie uszlachetnia, cierpienie jest wyższą wartością, wyższym stopniem przeżywania. Cierpienie potrafi być niezwykle brutalne, potrafi być dla człowieka wyczerpujące. Gdzie zatem możemy dostrzec piękno, stając w obliczu cierpienia w pozycji osoby trzeciej? W zachowaniu, w godności, w szlachetności osoby cierpiącej to też są oblicza piękna. Mówimy: pięknie przeżył życie albo: ktoś ma piękny ogród. Celowo zestawiam te zdania w sposób kontrastowy, ponieważ chcę podkreślić wielowymiarowość tego pojęcia.

W sztuce, a zwłaszcza w rzeźbie, piękno jest obecne niezależnie od czasu. Gdzie ono może być? W układzie form, przestrzennych rozwiązań, w przekazie, w harmonii. Inne piękno tkwi w rzeźbie greckiej, inne w egipskiej, gotyckiej, renesansowej, a jeszcze inny rodzaj piękna odnajdujemy w twórczości Picassa. Piękno jest absolutnie jednym z podstawowych elementów w mojej wyprawie w głąb sztuki.

Adam Myjak, z cyklu-nadzieja-2000-stiuk-polichromowany-120x130x75-fot-archiwum-prywatne-Adama Myjaka.jpg

Adam Myjak, Z cyklu „Nadzieja”, 2000, stiuk polichromowany, 120x130x75, fot. archiwum prywatne Adama Myjaka

Chciałabym poruszyć jeden z tematów, który ściśle związany jest z pełnioną przez Pana Profesora funkcją Rektora. Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie jest uczelnią publiczną, można więc mówić o umowie społecznej między obywatelami a uczelnią. Z uwagi na fakt finansowania uczelni przez podatników, Akademia przyjmuje na siebie obowiązek wykształcenia studentów, którzy po ukończeniu studiów będą mieli swego rodzaju dług do spłacenia wobec społeczeństwa w formie wzbogacania kultury właśnie poprzez działanie na polu artystycznym. Obserwujemy jednak, że rynek sztuki nie jest w stanie wchłonąć corocznie wypuszczanej liczby absolwentów. Można zauważyć, że jedynie niewielki procent absolwentów Wydziału Rzeźby ma możliwość działania na tym polu. Czy Akademia jest w stanie w jakikolwiek sposób zaradzić tak niekorzystnej sytuacji, czy może wszelkie zmiany leżą w gestii władzy stanowiącej o funkcjonowaniu państwa – zmiany w prowadzeniu polityki kulturowej, zmiany świadomości społeczeństwa?

Jest to problem, z którym od samego początku się borykamy. Często słyszę pytanie o los absolwenta. Odpowiadam wtedy, że my w zasadzie przede wszystkim kształcimy. Akademia to uczelnia, której powołaniem jest pomoc w kształtowaniu artystów i trudno mówić tu o przyuczaniu do zawodu. Trzeba mieć w środku pewną wrażliwość i siłę, która pozwoli na to, żeby później przetrwać czy zaistnieć.

Obecna sytuacja jest problemem nie tylko polskim, ale również ogólnoświatowym. Kiedyś wykładałem w Niemczech. Po dwóch – trzech latach przyjechałem tam z powrotem i spotkałem studenta, który robił u mnie dyplom. To był jeszcze młody chłopak. Podczas rozmowy powiedział, że cieszy się, ponieważ dostał pracę na poczcie i może w niedzielę spokojnie rzeźbić miał w sobie tak silną potrzebę bycia artystą.

Niegdyś państwo otaczało artystów większą opieką. Nie chcę oczywiście wracać do dawnego systemu, któremu zarzucano, że ,,produkuje” sztukę dworską, tworzoną na zamówienie. Istniał wówczas jednak bardziej rozbudowany system stypendiów, różnych konkursów, organizowane były wystawy, w których brało udział mnóstwo ludzi. Budowano zakłady pracy, fabryki, w których można było znaleźć zatrudnienie, wykorzystując nabyty w Akademii warsztat. Był również dostępny pewien rodzaj stanowisk, jak na przykład plastyk powiatowy, miejski, czy nauczyciel w szkole.

Obecnie stosunkowo dużo młodzieży zaczyna szukać pragmatyzmu studenci kończą dodatkowe specjalizacje i wtedy faktycznie mają większą szansę na powodzenie. Akademia proponuje im rozmaite pracownie projektowe oraz te o charakterze warsztatowym. Zawsze radzę studentom czerpać z nich jak najwięcej, ponieważ jeśli będą dobrze przygotowani warsztatowo, będą potrafili na przykład pracować w kamieniu czy ceramice, wówczas na pewno poradzą sobie w życiu.

Zdecydowanie uważam, że szkoła powinna uczyć jeszcze więcej konkretnego warsztatu, dawać więcej propozycji edukowania w zakresie np. projektowania komputerowego czy designu, które pomogłoby później odnaleźć się na rynku. Obecnie właśnie takie wydziały, jak na przykład Wydział Scenografii, zaczynają cieszyć się coraz większą popularnością. Mamy wolny rynek, więc artysta musi starać się na nim odnaleźć na tych samych zasadach, co w każdym innym zawodzie. My jako Akademia możemy tylko monitorować los naszych absolwentów, pomagać poprzez przyznawanie nagród, organizowanie wystaw wewnętrznych, poprzez polecenie kogoś, napisanie referencji, czy złożenie wniosku do Ministerstwa (tam jednak i tak decydujący głos mają wewnętrzne komisje).

Chcę przede wszystkim podkreślić, że trzeba walczyć o swoje, ponieważ nic samo do nas nie przyjdzie. Trzeba być jak najbardziej aktywnym. Oczywiście niestety zawsze w rezultacie ci, którym się udało będą stanowić jedynie niewielką grupę.

Czas dla artystów był zawsze jednakowy artysta zawsze był samotny. Ważne jest, żeby nie być artystą, który nie myśli o realiach. Trzeba podejmować wyzwania i tak krok po kroku dążyć do celu. Ale przede wszystkim należy nieustannie pracować twórczo i mimo przeciwności losu – nie załamywać się.
Gdy skończyłem Akademię, zawsze powtarzałem, że pierwszeństwo ma dla mnie pracownia, dopiero później pojawił się dom, rodzina. Dziś często ludzie młodzi mówią: najpierw dom, a później będę rzeźbić. Ale niestety wtedy może być już na to za późno. Najlepiej próbować godzić obie te drogi, prowadzić je równolegle i absolutnie nie odkładać pracy twórczej na potem. Uważam, że niezależnie od wydziału, będąc studentem Akademii można równocześnie malować, rzeźbić oraz projektować, bo te dziedziny sztuki są jednością. Często studenci zanurzając się głęboko tylko w rzeźbę, nie mają głowy do czegoś innego. Jeszcze inni studenci wybierają drogę bycia artystą czysto medialnym, który będzie wymyślał happeningi czy raczej powiedziałbym obiekty doraźne. Takie osoby muszą jednak liczyć na mecenasa prywatnego lub państwowego o co jest oczywiście bardzo ciężko. Z doświadczenia wiem, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przekazuje uczelniom bardzo mało pieniędzy, co ma też swoje dalsze konsekwencje. Dlatego bez przerwy namawiam uczniów, żeby jak najwięcej korzystać z tego, co oferuje Akademia, ponieważ jest ona jedynym miejscem, gdzie przez pięć czy sześć lat studiów wszystko jest praktycznie dostępne. Nie chcę powiedzieć, że absolutnie wszystko jest za darmo, ale jest dostępne w rozumieniu pracowni, możliwość korekty, rozmowy, nauki.

W trudnym położeniu znajdują się nie tylko absolwenci naszej Akademii. Dla absolwentów uniwersytetów również brakuje miejsc pracy. Szacuje się, że bez pracy żyje około 20 – 30% młodych ludzi. Takie są niestety teraz czasy.

wyst.rzeźby Adama Myjaka-Teatr Wielki październik 2012r.

Adam Myjak, Z cyklu „Inspiracje”, 2005, drewno polichromowane, 180x120x140, fot. archiwum prywatne Adama Myjaka

Pan Profesor podkreśla wagę zaangażowania studentów w projekty pozauczelniane w trakcie studiów – aktywność w konkursach, wystawach, nabieranie doświadczenia poprzez przyjmowanie zamówień. Mowa więc o podejmowaniu przez studenta przy wsparciu Akademii prób, które mają na celu przysposobienie go do w pełni samodzielnych działań po ukończeniu uczelni. W tym miejscu chciałabym odnieść się do pewnych obserwacji, które dotyczą wewnętrznej sytuacji na Akademii. Obrona dyplomu na Akademii Sztuk Pięknych ma charakter raczej kameralny – najczęściej przychodzą profesorowie, pracownicy oraz studenci danego Wydziału i zaproszeni przez dyplomanta rodzina i przyjaciele. Na uwagę zasługuje również fakt, że wystawy końcoworoczne odwiedzane są przez niewielką liczbę ludzi. Czy jest to kwestia świadomości społecznej obywateli, czy może wręcz przeciwnie – można mówić o zamknięciu się środowiska Akademii na społeczeństwo?

Ja mam raczej inną, bardziej ogólną diagnozę. Akademia i w ogóle sztuka bo tu trzeba spojrzeć szerzej przestała cieszyć się zainteresowaniem. Dawniej w okresach ważnych wystaw czy wydarzeń kulturalnych do Zachęty ciągnęły się kolejki. Dziś natomiast galeria stoi prawie pusta. Kiedyś na interesujące przedstawienia teatralne nie można było kupić biletów, ich zdobycie było marzeniem. Studenci wykupywali wejściówki po 5 złotych i mogli usiąść na schodkach.

Obecnie sztuka poszerza swoje możliwości kreacyjne przez rozwój nowych mediów i narzędzi, a przez to obiera kierunek, w którym wszystko może się nią stać. W związku z tym ludzie przestali już wiedzieć, co faktycznie jest sztuką. Stracili zaufanie do artystów. Bo jeśli sztuką jest wszystko, to nic nie może nią być naprawdę. Na szczęście ten nazwijmy to trend powoli zaczyna się już odwracać.

Akademia wychodzi na zewnątrz, ale jeśli będzie wychodziła tylko jakąś pewną grupą czy konwencją to zamęczy widza. Uważam, że tak jak świat jest kolorowy czy wielowyznaniowy, tak różne estetyki podobają się ludziom. Sztuka zatem również musi być na tę wielobarwność otwarta. Każdy artysta musi być równouprawniony ten, który maluje obraz i ten, który robi instalację w Zachęcie.
Obecnie jest jednak tak, że Zachęta stała się zamkniętym gettem, pokazuje się jedynie wybraną grupę artystów oraz aż do znudzenia pewne obiekty. To kompletnie ludzi przestało już interesować. Z jednej strony tego typu galerie straciły na atrakcyjności, z drugiej zaś zauważyłem, że coraz więcej młodych ludzi, którzy odnieśli pewien sukces, biznesmenów w średnim wieku, z pewnym dorobkiem, ma nową świadomość artystyczną i próbuje interesować się ich propozycjami oraz je kolekcjonować. Sam tego doświadczam.

Akademia podejmuje próby pokazywania całego spektrum możliwości studentów i ich promowania, bo przecież potencjał jest ogromny. Obserwuję studentów i widzę, że jedni pracują w sposób bardzo zaangażowany, inni trochę mniej. Najważniejsze jest to, co kiedyś ktoś mądrze powiedział, że artystą trzeba się już urodzić, mieć to zakodowane. Rolą Akademii jest jedynie udzielenie pomocy w ścieżce rozwoju artystycznego. Profesor powinien sterować, ale nie ingerować za głęboko, ponieważ wtedy albo uczyni ze studenta swojego naśladowcę, albo jeszcze gorzej zepsuje go. Powinien mu tylko dyskretnie pomagać. Ważna jest też atmosfera w pracowni to, że będąc razem wszyscy nawzajem się edukują. Sam korzystam ze studenckiej energii, młodości, charyzmy osobiście ich doświadczam. W momentach, gdy widzę studenta, który z zaangażowaniem pracuje, to aż samemu chcę pracować, dostrzegam wówczas sens tej pracy.

Minimalny procent artystów żyje ze sztuki, wielu ludzi uprawia sztukę nie boję się tego słowa terapeutycznie. Musi to robić, bo mu z tym dobrze, bo to jest rodzaj czegoś szlachetnego, co daje poczucie sensu. I to jest wielką wartością dla absolwentów. A to, co później z tym bagażem zrobią, to już jest inna rzecz.

Wiem oczywiście, że z pozycji pewnego stażu można mieć dużo łatwiej. Widzę po moich synach, jak mocno starają się, żeby robić coś więcej, zaistnieć niezależnie od tego, że pracują na etacie. Ale do tego potrzeba jest też więcej promocji. Niestety media kompletnie milczą na temat sztuki. Kiedyś były różne programy telewizyjne, na przykład Pegaz, czy filmy o sztuce, emitowane w czasie antenowym o dużej oglądalności. Teraz jakiś ciekawy program o sztuce jest dostępny albo na niszowym kanale, albo pokazywany o pierwszej w nocy, więc siłą rzeczy przekaz nie dociera do potencjalnych odbiorców. Przekazywane są jedynie szczątkowe wiadomości na temat sztuki. Konieczność promocji sztuki spoczywa nie tylko na Akademii, ale również na mediach, Ministerstwie czy polityce finansowej państwa. Kiedyś przyznawano bardzo dużo stypendiów (sam byłem członkiem komisji), był większy pluralizm. Natomiast teraz, jeśli już są stypendia, to otrzymuje je jedynie grupka ludzi, ciągle ta sama. Polityka Ministerstwa w tej kwestii jest nienajlepsza.

Zafascynowaliśmy się nowym ustrojem, nową sytuacją ekonomiczną i ludzie częściej myślą o dobrach czysto materialnych, mniej o duchowych. Jednak głęboko wierzę, że to się zmieni.

Nieznaczne zainteresowanie społeczeństwa sztuką oraz dominację jednego nurtu można zauważyć na przykładzie funkcjonowania rzeźby w przestrzeni publicznej. Obserwujemy, że w różnego rodzaju konkursach na upamiętnienie wygrywają przede wszystkim rozwiązania architektoniczne. Czy zgodziłby się Pan Profesor ze stwierdzeniem, że jesteśmy świadkami zmierzchu rzeźby w rozumieniu tradycyjnym, rzeźby figuratywnej jako formy upamiętniającej?

W pewnym sensie tak. Faktycznie dominująca jest w tej chwili tendencja wybierania rozwiązań architektonicznych, ale uważam, że w rozwiązaniach kameralnych rzeźba zawsze będzie miała swoje miejsce. W przeszłości figura pojawiała się w dużo większym stopniu niż teraz. W dzisiejszych czasach rzeczywiście trzeba być odważnym, żeby skupić się na figurze. Na szczęście zawsze znajdzie się zdolny, utalentowany artysta, który wykona piękną figurę, ale takich ludzi niewątpliwie brakuje. Pomniki figuralne, które obecnie powstają w Polsce czy nawet w Europie, w większości są bardzo nieudane, źle zrobione. I to odstrasza. A jestem przekonany, że pięknie wyrzeźbiona figura, świetna warsztatowo, potraktowana w sposób świeży, odkrywczy, zawsze będzie pozytywnie oddziaływała i zawsze będzie na nią zapotrzebowanie. Spójrzmy na pomniki papieża Jana Pawła II idą w tysiące, lecz wiele z nich jest bardzo nieudanych, mimo że poświęconych tak wspaniałej postaci. Oczywiście zdarzyły się też piękne realizacje, na przykład pomnik papieża autorstwa profesora Kucza. Postać papieża można rzeźbić ciągle, tak samo, jak portret. Poszukiwać tej formy, która będzie przemawiała do człowieka. To jest wciąż aktualne. Żeby wykonać dobry portret potrzebny jest talent, doświadczenie, wrażliwość, świeżość, intuicja. Zmiany zachodzące w sztuce rzeźbiarskiej można zobrazować za pomocą sinusoidy – w pewnym momencie dana tendencja osiąga apogeum, a potem następuje moda na inną. W tej chwili rozwiązania architektoniczne bardziej wpisują się w nową rzeczywistość. Obecnie w Warszawie oraz na terenie całej Polski powstaje wiele nowych inwestycji. Można zauważyć, że architekci sami zaczynają rzeźbić, stawiają pewne konstrukcje, obiekty, pewnie również dlatego, że wśród rzeźbiarzy nie ma tej odwagi w podejmowaniu figuracji.

W Europie studenci praktycznie przestali rzeźbić figurę ludzką, w Polsce na szczęście jeszcze się nią zajmują i to w świadomym wydaniu. Nie chcę mówić, jak było kiedyś, ponieważ dawniej panował postsowiecki system rzeźbienia i wychodząc od Junga musimy to z siebie trochę wyrzucić. Jednak potrzeba pięknej rzeźby figuratywnej zawsze będzie obecna. Dla mnie osobiście jest niezmiennie aktualna, zawsze będzie istotnym elementem sztuki rzeźbiarskiej oraz tak zwanej przestrzeni publicznej.

Bardzo dziękuję za wywiad.

Ja również dziękuję.

Z Rektorem Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie Profesorem Adamem Myjakiem rozmawiała Paulina Kotowicz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s